Witajcie. Dzisiaj zaprezentuje wam trwającą 8 miesięcy metamorfozę sylwetki mojego podopiecznego Mariusza.

Współprace Mariuszem rozpocząłem dokładnie 11 Września 2013 roku. Pamiętam ten dzień jak dziś. Przyszedł do mnie facet, który stwierdził, że daje sobie rok, aby zrobić coś ze swoim ciałem i że przez ten okres jest w stanie podporządkować się do moich wszelkich zaleceń. Te słowa to był miód na moje serce, ponieważ cierpliwość jest cnotą coraz rzadziej spotykaną w dzisiejszych czasach. Niestety wbrew temu co chciałaby większość osób, dobrej formy nie można zrobić w tydzień, ani dwa. Nie zrobi też jej się w miesiąc. To właśnie brak cierpliwości, kombinowanie na własną rękę, gwałtowne zmiany w założeniach treningowych i dietetycznych sprawiają, że wiele osób nigdy nie zrobi swojej „życiówki”. Mariusz ćwiczył (i dalej ćwiczy) 4 razy w tygodniu i trzymał dietę na 100%. Łatwo to powiedzieć z dzisiejszej perspektywy, ale już pierwszego dnia wiedziałem, że ta współpraca wypali. Podejście do tematu wiele mówi o człowieku i o tym czego się można po nim spodziewać. Nie codziennie spotyka się osobę, która na drugi dzień (dosłownie z środy na czwartek) po otrzymaniu diety zaczyna się do niej dokładnie stosować. Większość osób potrzebuje czasu, co całkowicie zrozumiałe, na kupienie wszystkich potrzebnych rzeczy, inni muszą się nastawić psychicznie (często na nastawianiu się kończy), jeszcze inni wiecznie zaczynają od poniedziałku, bo przecież na weekend nie ma sensu. Są też tacy co czekają na Nowy Rok i dopiero wtedy chcą „zacząć się stosować”. I co lepsze – zaczynają, regularnie rok w rok, przez pierwsze 2 tygodnie stycznia 😉

Mariusz zaczynając stosować moje założenia dietetyczno-treningowe ważył 117 kg. Po 8 miesiącach współpracy stracił 25 kg i mnóstwo centymetrów w pasie. Cyfry jednak nigdy nie robiły na mnie wrażenia. Nigdy nie było i nie będzie moim celem, aby mi samemu czy moim podopiecznym za wszelką cenę zbijać cyferki z wagi dla zasady. Nie jest sztuką tracić wagę, poprzez uszczuplenie rezerw glikogenu, utratę masy mięśniowej czy odwodnienie. Sztuką jest stracić tkankę tłuszczową, przy zachowaniu maksymalnej ilości masy mięśniowej. Jak możecie zauważyć na zdjęciach Mariuszowi to się udało.

Jak w skrócie wyglądała cała przemiana? Nie stosowaliśmy żadnych rewolucyjnych metod. Wszystko opierało się na sumiennym wykonywaniu założeń treningowych i dietetycznych.

TRENING
Mariusz trenował (dalej to robi) 4 razy w tygodniu. Trening był dostosowany do celów i aktualnych możliwości Mariusza oraz w sposób płynny modyfikowany wraz z jego wzrastająca formą. I na tym to właśnie polega. Płynne przechodzenie do coraz to bardziej zaawansowanych form treningu jest kluczem do osiągania progresu. Gdybym, na samym początku zastosował treningi, które Mariusz wykonuje aktualnie, z pewnością by się zajechał i zniechęcił. Startowaliśmy bowiem z miejsca, gdzie zrobienie 10-15 zwykłych „pompek” stanowiło wyzwanie. Gdybym aktualnie raczył Mariusza treningami i obciążeniami, jakie stosowaliśmy na początku naszej współpracy uznałby to jedynie za rozgrzewkę 🙂 Jak to powiedział Marks: „każdy według swoich zdolności, każdemu według jego potrzeb”.

DIETA
Mariusz zastosował dietę zbilansowaną do jego potrzeb, w której znalazło się miejsce zarówno dla białek, węglowodanów jak i tłuszczy. Pilnowałem, aby był na deficycie kalorycznym, ale zależało mi aby deficyt ten był możliwie jak najmniejszy, co pozwoliło w sposób liniowy stale spalać tkankę tłuszczową bez utraty masy mięśniowej. Zawsze byłem, i nadal jestem, zwolennikiem stosowania możliwie minimalnego deficytu kalorycznego. Po co jeść mniej, gdy można jeść więcej i dalej palić tłuszcz? Po co się katować? Podczas tej redukcji nigdy nie zeszliśmy poniżej 2,5 tysięcy kalorii dziennie, dlatego nie istniał problem nieustającego głodu, który jest jednym z podstawowych czynników, z powodu którego ludzie rezygnują z diet.

Ze swojej strony chciałbym podziękować Mariuszowi za zaufanie. Mógł przecież działać po omacku, mógł zastosować jedną z pseudo diet jakich pełno w mass media lub pójść do dietetyków, których tak „uwielbiam” i zostać potraktowanym dietą (również pseudo) 1300- 1500 kcal, oczywiście z nieodzownym jogurtem naturalnym na czele. Parafrazując słowa Julesa Winnfielda: „jogurt naturalny fundamentem pożywnego śniadania” 🙂

SUPLEMENTACJA
Podczas tego 8 miesięcznego okresu, Mariusz stosował wyłącznie podstawowe suplementy takie jak: izolat białka serwatkowego, aminokwasy BCAA oraz witaminy.

Mam nadzieję, że metamorfoza Mariusza zainspiruje Was, aby wziąć sprawy w swoje ręce i to jeszcze przed końcem tego roku.

Do następnego razu.

Maciek Gąsiorek

jaktrenowac.blog.pl

Autor: Maciek Gąsiorek